G jak Gwarancja

Ulegliśmy złudzeniu, że mamy pełną kontrolę nad przyrodą, nad czasem, nad naszymi ciałami, nad naszym życiem. Unikamy nie tylko niebezpieczeństw, ale także wszelkich niedogodności. Słowo „ryzyko” budzi w nas reakcję alergiczną. 

Medyczny paradygmat opieki daje nam poczucie bezpieczeństwa wynikające z kontroli. Wydaje nam się, że ta kontrola to gwarancja bezpieczeństwa. W społeczeństwie, które na pierwszym miejscu stawia plan, skuteczność i przewidywalność kontrola jest naturalnym wyborem.

Rytuały ochronne w ciąży i porodzie (bo połóg mało miejsca zajmuje w naszej zbiorowej świadomości), są obecnie przerośnięte. Zajmują miejsce centralne. Mimo, że badania naukowe od kilkudziesięciu lat pokazują, że wiele z tych praktyk nie przynosi korzyści. 

Badania pokazują za to, że korzystne jest objęcie wszystkich kobiet ciągłością opieki nie lekarzy a położnych, wykonywanie badań takich jak rutynowe USG raz lub dwa w czasie ciąży, i częściej tylko jeśli są konkretne wskazania. KTG nie podnosi bezpieczeństwa ani w czasie ciąży ani w czasie porodu, nawet w grupie „wysokiego ryzyka powikłań”. Nie więcej niż 10% ciąż powinno się kończyć indukcją porodu i nie więcej niż 15% cięciem cesarskim. 

A jednak w większości krajów wysoko rozwiniętych systemy opieki i statystyki wyglądają inaczej. 

Wymieniamy bezpieczeństwo nasze i naszych dzieci, oparte na naturalnym przebiegu ciąży, porodu i połogu potwierdzone przez liczne publikacje na gwarancje bez pokrycia w wynikach badań naukowych. 

Dlaczego?

Bo to jest zgodne z patriarchalną kulturą, technokratycznym modelem opieki i kapitalistycznym kultem robienia.

Bo ciąża, poród i połóg to niebezpieczny, wrażliwy czas w naszym życiu. Zawsze tak było. Pamiętamy to pamięcią przeszłych pokoleń, naszych matek i babek. W każdej kulturze były obecne rytualy ochronne, mające pomóc przejść bezpiecznie przez próg porodu. 

Zawsze będziemy ich potrzebować.

Tylko czemu nie wybrać takich, które naprawdę pomagają? Dzisiaj mamy EBC1, nie możemy zadowolić się powiedzeniem: „robimy tak bo nam się wydaje, że to będzie dobre”, , tak jak lekarze na początku XX wieku2. Wyzwanie polega na tym, że nasza wiedza o porodzie, o fizjologii pochodzi ze zmedykalizowanego systemu opieki, w którym wiele komplikacji wynika z rutynowych interwencji i w którym, nawiasem mówiąc, nadal kobiety i dzieci tracą życie lub zdrowie, wbrew temu co sobie obiecywaliśmy po tych wszystkich interwencjach. 

Jeśli ktoś mówi, że jakaś praktyka, urządzenie, działanie, usługa daje gwarancję, że „wszystko będzie dobrze“ to mija się z prawdą lub kłamie. Nikt nie jest w stanie dać gwarancji, że komplikacje nie wystąpią lub że kobieta będzie miała dobre doświadczenie porodowe. I nie powinno się tego wymagać od osób sprawujących opiekę – powinny one odpowiadać tylko za zapewnienie najlepszej, zgodnej z najnowszą wiedzą i starannej opieki. My, ciężarne i rodzące możemy tylko wybrać jaki zestaw ryzyk jest dla nas bardziej akceptowalny i zmniejszyć szanse na wystąpienie tych komplikacji. 

Najlepsze narzędzia do tego już mamy. Każda z nas ma swoje doświadczenie i intuicję. Najważniejsze jest budowanie zaufania do samej siebie. Jeśli dołożymy do tego zewnętrze rytuały ochronne, badania i wiedzę, mamy najlepsze szanse, nie gwarancję, na uniknięcie komplikacji i dobre doświadczenia porodowe. Pamiętajmy jednak, że to zewnętrzne dane są dodatkiem, nie mogą one zastąpić naszego wewnętrznego odczuwania i intuicji, bo nie są w stanie spełnić tego zadania, które one pełnią. Uchwycenia tego, co wymyka się szkiełku i oku, tej złożoności całego doświadczenia ciąży, porodu i połogu.

Świadome bycie w swoim ciele czy obserwacja rodzących kobiet, w przypadku osób profesjonalnie towarzyszących w porodach, to najlepsze co możemy zrobić dla siebie, naszych dzieci czy kobiet które mamy pod opieką. 

To wymaga czasu. Nie ma drogi na skróty. Trudno to zrobić w niesprzyjających warunkach… ale to temat na kolejną dyskusję.

Poprzedni wpis „F jak Fizjologia”

Kolejny wpis „H jak Humanizacja”


Jestem aktywistką porodową, od 2018 pod szyldem Planeta Poród. Więcej o mojej misji i przekonaniach przeczytasz w na stronie „O mnie.”

Alfabet to cykl wpisów, w którym nie podaję gotowych rozwiązań ale zachęcam do wzięcia udziału w serii eksperymentów myślowych, służących poszerzeniu perspektywy patrzenia na opiekę okołoporodową.


  1. ang. Evidence Based Care (EBC) – opieka oparta na dowodach naukowych, bardziej pasuje w tym kontekście niż EBM – Evidence Based Medicine, ponieważ nie każda ciężarna, rodząca i matka w połogu lub jej dziecko potrzebuje pomocy medycznej. ↩︎
  2. Znane także jako konsensus specjalistów, albo GOBSAT z angielskiego Good Old Boys Sitting Around a Table – Dobre Stare Chłopaki Siedzące Przy Stole. To oczywiście prześmiewczy termin na podejście do wytycznych. Niewątpliwie tam, gdzie brakuje badań naukowych doświadczenie specjalistów jest bezcenne, jednak są obszary opieki okołoporodowej, które są coraz lepiej przebadane i ten aspekt wyników badań powinien nabrać znaczenia. Zwłaszcza, że mówimy tu nie o indywidualnej relacji kobiety z osobą sprawującą opiekę, ale o kształtowaniu polityki zdrowotnej i całego systemu na poziomie populacji. To, że lekarz lub położna mają takie a nie inne przekonania czy doświadczenia (np.: nigdy nie widzieli na własne oczy porodu w domu) nie powinno wpływać na dostępność porodów domowych dla wszystkich kobiet w danym kraju. ↩︎

  • 20 sierpnia, 2025